sobota, 26 lipca 2008
Przeprowadzka
No i nie mogę wstawić fotek z Poznania, bo Mąż zabrał aparat.... a ja nie zdążyłam ich przenieść na kompa... W każdym razie, to zrozumiałe... bo przeciez pojechał po DZIECI!!!!!! Niby mają wrócić we wtorek, ale tak nieśmiało myślimy, że może uda im się wrócić już w poniedziałek... Już strasznie tęsknimy... Cały czas kombinowalam, czy może nie pojechać z nim do Krakowa, pobyć tam trochę razem... potem wróciłabym pociągiem, a Mąż pojechałby po dzieci... a może ja też... Dziadek wróciłby pociągiem... hummm.... kuszące... zastanawialiśmy się nad tym, ale... kurde ! Mam 22 strony do przetłumaczenia na poniedziałek... i no... nie da rady.... No więc zostałam... ale już niedługo... Maleństwa będą z nami tydzień... a potem znów rozjazdy... tym razem na Mazury (Antek = kolonie) a Ula do Gdańska.... A my ? No chodzą nam po głowie różnie opcje... zwycięża taka przygodowa... w siną dal... bez planu... Tęsknię za nimi.... I od dziś zapraszam zupełnie do nowego świata, gdzie zamierzam pobyć trochę dłużej :) www.cocorico.blox.pl
czwartek, 24 lipca 2008
Foty koncertowe
Pardon no ... że jestem, ale jednak mnie nie ma.... wszystko się wkrótce wyjaśni.... Najpierw umieszczę w końcu te obiecane zdjęcia z wyprawy poznańskiej i z koncertu Tornado.... bo tego nigdy nie zapomnimy z Sis.... Zdjęć z piatku 11 brak, gdyż było trochę za ciemno na mój nie wypasiony aparat, a poza tym kto myślał o robieniu zdjęć jak grzmiało i huczało wokół... człowiek to się modlił o ocalenie !!!! Są tylko dwa z hotelu obrazujące stan naszych butów (zresztą Sis swoje wyrzuciła) oraz moknące, porozwieszane rzeczy.... swoją drogą, to jednak w hotelu powinna być jakąś pralnia i suszarnia.... no wiem... wygodna jestem... 








To był naprawdę niezapomniany wyjazd i z Sisi obiecałyśmy sobie, że musimy koniecznie to jak najszybciej powtórzyć Wieczorem wstawię obrazki z miasta..... A potem wszystko wyjaśnię.... bo znów sie przenoszę ;)
wtorek, 22 lipca 2008
Czarne chmury
Wstawię te zdjęcia !!! Obiecuję !!!! Warszawa bardzo deszczowa i nastrajała raczej kiepsko dziś. W pracy, po zeszłotygodniowych wyjazdach półsłużbowych, jakoś też dziś cieżko było. Były znów spięcia z górą. I to dość ostre. I po raz pierwszy pomyślałam, że ma ochotę z tą firmą skończyć !!! A może to tylko taki przejściowy stan. Na razie nie wykonuję żadnego ruchu.... Zobaczymy. Dzieci cały czas nie mają czasu rozmawiać. Przynajmniej ja chyb mam pech, bo zawsze dzwonię w nieodpowiednej porze. Są zajęte i mają tyle rzeczy do zrobienia, a ja jeszcze tu wychodzę z prośbą o rozmowę !!! Mama... nie mogę teraz gadac, bo biegam i zbieram orzechy, maliny, porzeczki. Bo właśnie pora dojenia. Bo właśnie grabimy siano przed deszczem. Bo bawimy się w berka. Bo jemy kolację.... No dobra... próbowałam... Eh.... A reszta ? Idzie jakoś swoim trybem.... I nie ma co się tu rozpisywac ... Eh... to te chmury i deszcze tak działają, że ciężko wygrzebać w sobie odrobine optymizmu.... Jak to jest, że człowiek nigdy nie zadowolony z tego co ma. Upał - narzekamy. Deszcz - jeszcze gorzej.... Jaki stan byłby najbardziej idealny dla samopoczucia ?
środa, 16 lipca 2008
Nelly Tornado II
Z nieba zeszła na nas ściana wody.... Nie wiem co się dookoła działo... Postanowiłyśmy nie ruszać się... Pod parasolem, wtulone w siebie, z zamkniętymi oczami, wrzeszczałyśmy za każdym razem gdy grzmiało, a wściekłe niebo rozświetlała złowieszcza błyskawica... Zwiało elementy sceny... Bałam się, ze coś zaraz runie... Potem wszystko ucichło... a my stałyśmy z innymi nei mogąc uwierzyć, że już po wszystkim... PRZEMOCZONE od stóp do głów... w butach chlupało... Nie wiedzialysmy zupelnie co robic..... Czy tak jak spora grupa uciec jak najszybciej poki kolejna fala nie przyjdzie, czy zostac i czekac na info... Wyszedl Orzech i powiedzial, ze staraja sie naprawic elektryke, ze Nelly ciagle tu jest i ze nie wyjedzie dopoki kazdy z fanow nie bedzie bezpieczny... I wtedy nadeszla kolejna ulewa i kolejny raz pioruny zahukaly niebo... Bylo jasne, ze z dobrych checi ekipy naprawczej nic nie bedzie.... Dano nam znak, aby sie ewakuowac.... Przebrnelysmy przez bloto i kaluze, wzdluz jeziorka ruszylysmy wkierunku hotelu.... Ludzi fulll... zakorkowane ulice i wszeobecne wycie syren karetek... Musze przyznac, ze droga wydawala mi sie cholerna dluga i kreta... Z radoscia dotarlysmy do hotelu, rozwiesilysmy rzeczy i po prostu padlysmy zmeczone.... no bo wrazen bylo co niemiara.... Szwagier obudzil nas nastepnego dnia przed 8-sma, mowiac, ze koncert jest przelozony na dzis, czyli sobote.... szybka akcja szukania przyjaznej duszy, ktora by mogma potwierdzic te info (dzieki Snow !!!!).... i wtedy rozpoczela sie akcja szukania powrotu, bo jasne bylo, ze na kolejna noc w hotelu na nie stac..... Ciezka sprawa, bo koncert o 18-stej, a pociag do Wawy dopiero o 1h30 !!!!! Ale, ale.... jest jeszcze pks ! I okazalo sie, ze jedyny do Wawy jest o 22h50 !!! Pasi.... choc na miejscu mial byc o 5h55.... masakra.... z drugiej strony dokladnie tak jak pociag.... a wiadomo, mimo wszystko, ze bezpiecznej w autokarze, bo po prostu spac bedzie mozna bez stresu.... Zalatwione.... i pozostal nam czas na dokladniejsze zwiedzanie miasta i jakis shopping :) Zwiedzanie sie udalo, odkrylysmy fantastyczna kafejke jakby prosto przeniesiona z Montmartru (cudowna !!!!! bardzo polecam... to odkrycie, to nie byl przypadek !!!!), posluchalysmy koncertu organowego w Farze i wloczylysmy sie po uliczkach.... A koncert ? Swietny.... glos ma niesamowity ! Byly wszystkie przeboje, ale takze te mniej znane kawalki.... Boska Nelly :) choc .... przyznam, ze stroje byly dosc kiepskie, zarowno jej, jak i tancerzy.... To nie byl jakis kosmiczny show, ale zwyczajnie bardzo dobry koncert !!!! Chapeau bas.... No i przede wszystkim cholernie milo, ze zostala i dospiewala reszte :) Prawdziwa profesjonalistka.... Brawo Nelly !!!! Powrot pks-em byl, jak sie mozna bylo spodziewac, ciezki, choc udalo sie pospac.... jednakze wiadomo, ze niedziela byla mocno skapciala przez to.... raczej krzatanie sie po domu... Sis pobiegla na spotkanie z przyjaciolka, a ja usiadlam do tlumaczen... A potem wpadla An, ktorej korki wywalily w domu, zreszta cala instalacja poszla.... gadanie i malowanie paznokcie ... i wino.... ale to juz calkiem inna historia :)
poniedziałek, 14 lipca 2008
Nelly Tornado I
Wiecie jak to jest z przeczuciami ? Nalezy im ufać ! Ja miałam coś takiego, jak się dowiedziałam, że Mąż postanowił zrobić mi i Sis niespodziankę i kupił bilety na Nelly... Oczywiście uwielbiam ją i dałabym wszystko, żeby ją zobaczyć na żywo, ale..... coś w głębi mnie powiedziało mi, że to nie będzie wcale tak niebiańsko.... Już wcześniej z Sis zarezerwowałyśmy sobie hotel, kupiłyśmy bilety pkp.... i wszystko ładnie się składało. Ale ... wiecie... pisałam chaosie... no właśnie ! Telefon otzrymany w czwartek wieczorem zupełnie wyprowadził mnie z równowagi... nieważne powiedziałam sobie.... jadę do Poznania na super koncert z moją super Sis i to się tylko liczy ! Niestety informacje przekazane telefonicznie jednak zasiały ziarno niepokoju na tyle głęboko, że w piatek rano, tuż przed podróżą, zostawiłam banknot o dość dużym nominale w kieszonce bankomatu na hali dworcowej ! Kartę wzięłam ! Kwit wzięłam ! Tylko kasy jakoś nie ! Oczywiście ktoś (nawet wiemy kto : jakiś młody gówniany dupek - niech się udławi !) się zaopiekował, mimo, że zorientowałam się dwie minuty później ! A ja po prostu się poryczałam ! Bo za dużo tego złego było w tym tygodniu ... Ryczałam, słuchając łzawych kawałków, wtulona w moja białą chustę całą praktycznie podróż... załadowany pociąg jak za starych czasów... oczywiście w naszym przedziale był kłopot w podwójnie sprzedanymi miejscówkami, ale tylko my z Sisi poczułyśmy się w obowiązku ustępowania miejsca, co jakiś czas, matce z małą dzidzią, aby ta mogła się przespać... Dopiero pod koniec podróży, para 20-sto parolatków (ci którzy mieli te podwójne miejsca) zorientowała się, że jeśli nie podniosą dupsk, to po prostu im przywalę.... Najlepsze jest to, że to widok tej dzidzi mnie tak już zupełnie rozwalił... Bo przecież tęskno mi już do moich Szkrabów... Opóźnienie pociągu, więc na randewu pracowe dotarłam też spóźniona... Czas mija, więc biegiem do hotelu (10 min. na piechotę), a tu ? Kurka przenajświętsza.... kółeczko od walizki szlag trafił.... i noś tu sobie ciężkiego baga, gdy rączką też zepsuła się poprzednio i jest pozszywana metodą domową... Hotel ok... z gatunku mc donaldowych, czyli Ibis, ale ja takie lubię, bo przynajmniej wiem, jak będzie wyglądał pokój (wciąż pamiętam przygodę ze skradzionymi dżinsami pewnej jesieni w Paryżu)... Szybka przebiórka i dalejże na miasto, coś zjeść i pooglądać, bo rano przecież wyjeżdżamy... TU W PRZYSZŁOŚCI BLISKIEJ ZOSTANĄ WKLEJONE ZDJĘCIA...... Trochę się zagapiłyśmy na te widoki, więc znów pędem na koncert... a ta Malta, to jednak kawałek drogi... Szłyśmy więc, za sporym tłumem, patrząc z obawą na chmurzące się niebo... Organizacja wejść - KOSZMAR !!! Zero bramek, chaos, ciężkie powietrze, tłum depcze po sobie... Już po 20-stej.... a my w ogóle zwątpiłyśmy czy wjedziemy... Support czyli Markowska drze się z telebimu i całuje z języczkiem... W końcy wykonałyśmy niezbyt ładny manewr i przepchałyśmy się do przodu... Tam wysoki, łysy, o wyrazie twarzy świadczącym o poziomie inteligencji równym minus 100, nas porządnie obmacał czy aby przypadkiem klamki z domu nie zabrałyśmy na koncert albo jakiego innego grzyba (swoją drogą ciekawa jestem, co by zrobił gdybym w torebce miała wibrator ? Przepuściłby ? Przecież to też gumowa pałka, bądź co bądź...) i JEST !!!!!!! Wybrałyśmy strategiczne miejsca, tak aby widzieć i scenę i telebim... z boczku, bo tłumu to już się dosyć naczułyśmy... I odliczamy... A nad nami CHMURZYSKA się kłębią.... coraz czarniejsze, coraz bardziej niepokojące, zaczyna niebo pomrukiwać jakby lwem się stało.... i tylko nadzieja, że to bokiem przejdzie jakoś mam pozostała....Widać, że pada nad miastem Poznań... ale to przecież koncert z cyklu "dla Ziemi".... Chyba, aż takiej ofiary nie zażąda Matka Natura.... Zażądała..... Gdy Nelly weszła na scenę, kilka kropel przyplątało się znad miasta... Gdy skończyła śpiewać pierwszy kawałek... krople te stały się śmielsze... A gdy kończyła drugą piosenkę.... w jednej chwili zapadła ciemność....
czwartek, 10 lipca 2008
Kierunek Poznań
I znów walizka spakowana... Ale tym razem podróż po Polsce... w kierunku Poznania... Mamy z Sis bilety na koncert Nelly Furtado :) Jesteśmy bardzo wdzięczne fundatorowi, bo same chyba nigdy byśmy nie wpadły na pomysł, żeby je kupić. Choć przyznam, że chaos ostatnich dni, trochę przesłonił mi radość z powodu tego koncertu.... Nelly uwielbiam !!! Mam nadzieję, że będę potrafiła się z faktu obcowania z nią na żywo odpowiednio cieszyć :) Oczywiście wyjazd połączony jest ze służbowym spotkaniem. Będzie miła kawa z Panią od odsprzedaży awaryjnej. I nadzieja, że współpraca się pogłębi... Mamy już też wstępne plany na week-end... może piknik na trawie w sobotę i bule, jeśli pogoda dopisze... I niedzielne śniadanie u An połączone z wyjściem do kina na babski film... A w poniedziałek... hummm ... 14 lipca i wielka potańcówa wieczorem na Bal Populaire... I postanawiam dobrze się na nim bawić... Cieszę się, że Sis jest ze mną. Dużo gadamy, czuję jej wsparcie i nie wiem jakbym sobie bez niej poradziła. Dawno nie byłyśmy tak blisko. Jestem tak zmęczona, że nawet podejmowanie zwykłej decyzji o tym co na kolację kupić, przerasta mnie po 1000 kroć... Ona decyduje za mnie... Kurcze !!! Jutro wieczorem usłysze Furtado na żywo !!!! Wow !!! Porobimy mnóstwo zdjęć !!!
Powrót w chaos
Wróciłam w poniedziałek... też prosto w deszcz... I w kompletny chaos zawodowy i osobisty.. Ale na szczęście jest ze mną Sis, która podtrzymuje na duchu... Każdą wolną chwilę spędzamy razem, bo przecież tak rzadko się widujemy. Tyle mamy do obgadania :) Dziś miałam naprawdę ciężki, ciężki dzień... I w ramach odkażenia, poszłyśmy na spektakl Lament na Placu Konstytucji - bardzo polecam... Trzy pokolenia kobiet... monologi o ich codzienności, wcale nie tak łatwej... Doskonała rola Wrzesińskiej... będą jeszcze grali (zobacz na stronie Teatru Polonia).... na chwilę oderwałam się od problemów... Wieczór w towarzystwie spędzony na gadaniu o podróżach, urokach pustynii i sensie życia... o tym co najlepsze dla bliskich i o trudnych wyborach... I mimo tych miłych chwil, cieszę się, że ta środa dobiegła końca... Oby czwartek był lepszy.... czego sobie i Wam życzę... ps. a dzieci dziś stoczyły wieczorem z kuzynostwem bitwę na jabłka... ???? Auuu... to chyba musiało boleć :)
sobota, 05 lipca 2008
W deszczu
Paris en pluie... Ale to nawet dobrze, bo po prostu latwiej sie oddycha... Strajk na lotnisku, ale gdzies obok. Nie utrudnil w kazdym razie przylotu. I tak bylam nieco wytrzesiona, bo tym razem lot prawie caly czas w turbulencjach.... ufff.... Uwielbiam latac, ale byl taki moment, ze... oopss Wyselekcjonowalam dwie wystawy, ktore chcialabym zobaczyc : Paryzanki (rysunki Kiraz'a) oraz Absynt, zielona czarodziejka Montmartre... Dzis juz za pozno, w zasadzie wpadlam do domu tylko sie przebrac, bo zaraz kolejne spotkanie i dalsze plany wieczorne. Sprobuje jutro. Mam nadzieje, ze szefostwo da mu troche czasu. Bo szkolenia, szkoleniami, ale no kurcze... ile mozna gadac o pracy :) A wczorajszy wieczor spedzony przy wykwintnej kolacji w restauracji Garnier, a potem w uroczym bistrot, gdzie dolaczyla do nas Ewelina z kolezanka... i byly spiewy i tance przy starym, dobrym Claude Francois.... Wszyscy sie dziwili, ze znam teksty na pamiec :) Punkt dla mnie :) I to duzy :) W zasadzie to wszyscy byli nieco zagubieni : Polka czy Francuzka ? To pytanie, na ktore musialam najczesciej odpowiadac. A drugie ? Co wyprawia ten wasz prezydent ?
czwartek, 03 lipca 2008
Pierogi z truskawkami
To zdecydowanie przebój lata moich dzieci !!! Podobno Ula wsuwa jak głodomór jakiś :) To dobrze ! To cieszy ! Na razie jeszcze niczego się nie dowiedziałam, bo dzieciaki NIE chcą ze mną za barzdo rozmawiac... zawsze nie w porę dzwonię :) Antek ogranicza się do zwięzłego : Jest nieźle ! A Ulka zapewnia, że jest grzeczna :) Ja staram się nie naprzykrzać i nie dzwonić co godzinę z pytaniem : no jak tam ? A w Wawie... no cóż... praca :) Zaczynam zbierać owoce czerwcowego kongresu... zaczyna się kroic konkretna współpraca przy sprawie, przy której kręcę się od marca :-) Dziś dobry dzień zdecydowanie .... Mam propozycję wykupy uszkodzonego ładunku żaluzji weneckich.... 21 ton ! Ufff... Może ktoś potrzebuje ? Uroki mojej pracy :) Ważne, że się rozkręca :) Trzymajcie kciuki, aby takich propozycji było więcej :) Po południu spotkanie ze znajomym... kolejny, który zmienia pracę.... Co tylko potwierdza fakt, że ten rok ma upłynąć pod znakiem zmian... Ci, którzy się jeszcze nie zdecydowali, zachęcam... Bo chyba prędzej czy później to przyjdzie... (mrugnięcie oczkiem ;)) Walizka spakowana. Jutro znów Montmartre ... Choć tym razem zdecydowanie więcej pracy... Pojeżdżę po placach rozbiórek i różnych śmieciowiskach... Ale tym razem pod Wieżę chyba pójdę :) I jakieś muzeum postaram się zobaczyć :) No jak ? Trochę kultury się przyda :)
środa, 02 lipca 2008
I coś dla ciała
Na razie przemierzam warszawskie ulice.... rowerem :) Tak ... wciąż, ale teraz jeżdżę po jezdni, stosując się do zasad ruchu drogowego i wyobrażając sobie, że siedzę za kierownicą samochodu.... Taki trening :) Jest miło i z relaksem... Odpoczywam czując "wiatr we włosach"... Odpoczywam od tego co się dzieje w pracy, bo tam jeszcze wciąż jestem piłeczką i muszę się odbijać od przeróżnych kanciastych ścian... Mam nadzieję, że już niedługo... Niestety musi to jeszcze chwilę potrwać, ale z każdym dniem coraz bliżej do zmian :) Dziś było też dużo złych wiadomości : choroby, odejścia... i włamanie ! Tak, tak... Włamali się do Belfrostwa !!! Ale się nachapali !!! Stary komputer, zepsuta komórka, zawirusowany pendrive i kolekcja kolczyków Sis.... Z pewnością tego ostatniego żal najbardziej !!!! Ale co tam, jakoś ją uzupełnimy... za miesiąc jej imieniny :D Zresztą przyjeżdża w przyszłym tygodniu, więc sama sobie wybierze ! To pewno jakieś gówniarstwo osiedlowe. Akurat wyszła na trzy godziny... Szukali pieniędzy, bo wszystkie szafki i szuflady rozbebeszone... Alkoholu nie wzieli.... DVD i płyty też zostały.... Śmiech na sali !!! Cóż pierwsze ostrzeżenie. Trzeba chyba solidniejszych drzwi, ubezpieczenia... Babcia i Dziadek pewno klną tam z góry ! Jak to ! Taka rzecz na ICH ulicy !!! Co za czasy !!!! Nie jest dobrze... nie jest dobrze...
|
|